codziennik,  pisanie,  teatr

Jak to się zaczęło

Notka autorska, umieszczana na okładce książki, choć pisana w trzeciej osobie, zwykle pisana jest przez niego samego.  Nie jest rzeczą prostą ująć siebie w kilku zdaniach i to nie tylko z narcystycznej potrzeby twórcy. Pisarze wolą dopuszczać do głosu bohaterów, umniejszając samych siebie. Nie oni w tej historii są najważniejsi, choć tchnęli życie w opowieść.


Sama różnicuję te dwa pojęcia: pisarza i autora, mniejszy ciężar gatunkowy przypisując drugiemu. Każdy, kto zna mnie prywatnie wie, że daleko mi do skromności i pewnie się nie myli. Przecież nie po to staję w świetle reflektorów i kłaniam publiczności ze sceny, żeby o mnie nie mówiono. Niejednokrotnie widziałam poruszenie po spektaklu, w którym ktoś dopatrzył się własnych problemów, dylematów, przed jakimi staje każdego dnia. Moja gra bywa czynnikiem sprawczym, ale to scenarzysta i reżyser dają podwaliny.

Dzisiaj mogę też określić siebie mianem autorki powieści obyczajowych. „Mowy nie ma!” ukaże się już w czerwcu, wtedy ocenicie jaka przepaść dzieli mnie od miana pisarki.  Liczę, że kiedyś skrócę dystans.

Nie jestem typem osoby, piszącej do szuflady. Chcę, żeby moje książki czytali ludzie, bo to dla nich i o nich. O Tobie. W bohaterach dopatrzysz się podobieństw do własnego życia, znajdziesz odniesienia do swoich doświadczeń. Jeśli przy okazji się uśmiechniesz się, będziesz w połowie drogi. Bo mnie zależy na pobudzeniu Cię do refleksji. Przekonaniu, że szare, zwyczajne i codzienne, nie znaczy złe. Podobnie jak próba dostrzeżenia koloru tam, gdzie pozornie go nie ma.

Śniłam, że stoję wśród tłumu, przy wysokiej wieży. Wszyscy zadzierają głowy, podziwiając odważnych, wspinających się na szczyt. Pod nimi rozpościera się tafla wody, z ich perspektywy maleńka jak ziarenko, w której za moment zanurkują. Spoglądam na bose stopy, które niechybnie poranię w zetknięciu z metalowymi prętami. Wiem, że nie mogę się wycofać, inaczej okażę słabość. Wten dociera do mnie, że przecież ja już tam byłam, skakałam, tylko bez świadków.

Zawróciłam.

Dotarło do mnie, że bycie w centrum uwagi, brawa i podziw mają sens jedynie, gdy działam zgodnie z własnymi przekonaniami. Próba przypodobania się komukolwiek za cenę utraty wewnętrznego bezpieczeństwa, osłabia mnie.

Kobieta interdyscyplinarna, jak lubię się określać ze wzgędu na wielość pasji, potrzebuje wyciszenia. Skupienia na tych płaszczyznach, w których czuje się najszczęśliwsza.

Jestem kobietą samospełniającą się i wierzę, że ten proces nie ma końca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.