Żaneta Pawlik

Stary Cmentarz. Tragiczne losy Polaków i Niemców.

Odwiedzając nowe miasta często wybieram się na cmentarz. To szczególne miejsce działa na mnie kojąco. Lubię patrzeć na stare zdjęcia często nieżyjących od kilkudziesięciu i więcej lat ludzi. Czas zatrzymał się dla nich, czasem jako naturalna kolej rzeczy, innym razem niespodziewanie, czy wręcz tragicznie. Cmentarze sprzyjają refleksji. Stanowią niezaprzeczalną prawdę ostateczną, bo każdy z nas, niezależnie od pochodzenia, stanu posiadania, różnorodności pragnień, osiągnięć i dokonań w końcu wyda ostatnie tchnienie. Jego cząstka będzie żyła tak długo, jak długo przetrwa pamięć o nim.


Na kanale YouTube pojawił się film o Starym Cmentarzu w Zabrzu: “Stary cmentarz w Zabrzu. Tragiczna historia Polaków i Niemców”.

Problem mieszkańców pogranicza

Czy cmentarze więcej mówią o żyjących, czy umarłych? Sprawdźmy…

Zapraszam na spacer po Starym Cmentarzu w Zabrzu, którego powstanie datowane jest na 1889 rok.

Główny szlak komunikacyjny Zabrza stanowi ulica Wolności. Parafia św. Andrzeja założona w połowie XIV wieku (mniej więcej 1350 rok) należy do najstarszej w tym mieście. Naprzeciwko kościoła znajduje się nieczynny już dziś cmentarz, a wyrastające z ziemi krzyże stanowią świadectwo życia Polaków i Niemców, którzy naprzemiennie zasiedlali te ziemie. Ulica Staromiejska, przy której znajduje się główna brama na Stary Cmentarz (a w zasadzie wiejąca pustką dziura, gdyż brama została skradziona) stanowiła pierwotnie główny trakt wioski. Dopiero po wytyczeniu Kronprinzenstrasse (dzisiejszej ulicy Wolności), wioskowa droga straciła na znaczeniu. Prawdopodobnie wcześniej nazywano ją prosto: Chaussee (szosyjo). 

Miasto pogranicza

Niestety położenie Zabrza, w pierwszych wiekach jego istnienia, nie było nazbyt korzystne dla rozwoju. Wieś w wyniku ciągłych wojen przechodziła z rąk do rąk. Po przegranej przez Niemcy I wojnie światowej na Górnym Śląsku wybuchły dwa zbrojne powstania ludności polskiej (1919, 1920). O przynależności Górnego Śląska ostatecznie miał rozstrzygnąć zorganizowany w marcu 1921 roku, plebiscyt. Zdecydowana większość mieszkańców Zabrza opowiedziała się za pozostaniem tego obszaru w granicach Niemiec. W maju 1921 Polacy zorganizowali jeszcze jedno, trzecie powstanie. Powiat zabrzański został podzielony. Zabrze przypadło Niemcom uzyskując w październiku 1922 roku prawa miejskie.

Horst Eckert (Janosz) opisuje jak kiedyś wyglądało życie ludności pogranicza, kiedy to ksiądz katolicki, z pastorem i rabinem spotykali się i grali w skata lub pili wódkę. Te trzy religie w jednym mieście funkcjonowały w symbiozie. Do czasu.

W noc kryształową z 9 na 10 listopada 1938 roku, na fali pogromów żydowskich spalono synagogę, sklepy, domy. Łączny bilans strat to zniszczenie 7,5 tysiąca firm, głównie sklepów i zakładów usługowych, spalenie 171 synagog, zamordowanie 91 Żydów, liczne gwałty. Do obozów koncentracyjnych wywieziono 26 tysięcy osób.

Horror po 1945 roku

W 1945 roku do miasta wkroczyła Armia Czerwona. Po przejęciu władzy przez polską administrację rozpoczęto proces weryfikacji narodowościowej mieszkańców. Niezweryfikowanych wysiedlano do Niemiec, a na ich miejsce przywożono ludność z Kresów Wschodnich i Polski Centralnej.

Zabrze jako miasto graniczne było domem zarówno dla Polaków jak i Niemców, którzy żyli w symbiozie, a ich losy splatały się wzajemnie. Po 1945 roku nastąpił horror. Ludzi wyrzucano z mieszkań, wysiedlano na przymusowe roboty w głąb ZSRR. Niektórych zmykano w obozach przesiedleńczych,  które przypominały obozy koncentracyjne. Ci, którzy uważali się za Polaków, ale posługiwali wyłącznie językiem niemieckim praktycznie nie mieli szans przetrwać.

Po wojnie cała niemiecka infrastruktura obozowa (tak, w czasie II wojny w Zabrzu były obozy) została przejęta i wykorzystana przez Sowietów. Przetrzymywano w nich internowaną ludność, wykorzystywaną  m.in. przy rozbiórce zakładów przemysłowych. Jeńców niemieckich  przymusowo zatrudniano w ramach służby wojskowej w charakterze żołnierzy-górników.

Autochtoni (mieszkańcy pogranicza polsko-niemieckiego, byli obywatele III Rzeszy, deklarujący polskie pochodzenie) nie mieli szans na pozostanie w Zabrzu. Prawda jest taka, że ludzie nie wyobrażali sobie budowania życia z dala od miejsca, w którym dorastali, zakładali rodziny, pracowali, mieli przyjaciół. Brutalne wyrywanie kogoś ze znanego i przyjaznego mu dotąd środowiska bywało traumatyczne. Wiele rodzin przecież nie było homogenicznych narodowościowo…  

Stary Cmentarz w Zabrzu

Przyjeżdżam na cmentarz wczesnym rankiem. Słońce przedziera się przez gęstą zieleń traw, z której wyrastają zmurszałe krzyże i spękane nagrobki. Wiatr szeleści liśćmi uwalniającymi się z lekko uschniętych gałęzi. Wchodzę do kapsuły czasu, która nakryła ziemią ludzkie istnienia nie dzieląc ich na Niemców i Polaków. Tutaj wszyscy są sobie równi.

Pod murem cmentarza stoją oparte dwa nagrobki. Jeden z nich jest dość szczególny:

Paul i Hildegarda Kroll

Daty zgonów: 1957, 1969
Tu leżą nasi ukochani ojciec i matka

Gdzie pochowano Paula i Hildegardę – nie wiadomo. Nagrobek został znaleziony w byłym browarze Sauera przy ul.. Damrota, a przywiózł go tutaj taczką pan Kamil Wloczka – założyciel i prezes Fundacji „Stary Cmentarz w Zabrzu”, która ma na celu ochronę i rewitalizację tego miejsca.

Dlaczego uznano je za wyjątkowe? Ze względu na niespotykane w owym czasie niemieckie liternictwo. W latach 1945-1950 niszczono wszystko, co niemieckie, nie czyniąc wyjątku dla zmarłych. Przednia warstwa często była szlifowana, wykuwano nowe napisy, a nagrobek służył innemu zmarłemu.

Oko za oko…

Na fali odwetowej wszystko, co było w przestrzeni publicznej niemieckie niszczono i rugowano: szyldy, druki, książki (nie można było mieć w domu nawet niemieckiej książeczki do nabożeństwa). W urzędzie miejskim nakazano używać druków polskich nic nie robiąc sobie z ich deficytu, co blokowało pracę urzędników. Dochodziło do swego rodzaju absurdów. Niszczono zakładowe biblioteki, instrukcje obsługi i konserwacji maszyn, przeciwko czemu buntowali się inżynierowie, bo groziło to wstrzymaniem pracy całych hut i fabryk.

Dwa miesiące po przetransportowaniu na cmentarz nagrobka Paula i Hildegardy pan Kamil Wloczka otrzymał kolejny telefon. W innej części zrujnowanego browaru, po kilkunastu latach odkryto kolejny nagrobek – Heleny Doroty Maliny.

Stary Cmentarz w Zabrzu obecnie wyłączony jest z użytkowania. Nie zachowała się księga cmentarza, ale księga zgonów i owszem. Stąd wiadomo kto jest na cmentarzu pochowany, choć o tym, w której kwaterze mówią dziś nieliczne nagrobki. O ile są, a wierzchnia warstwa nie została starta.

Paradoks Pordzika

Grób Alojzji Ambrożego Pordzika jest swego rodzaju paradoksem. Oto zagorzały działacz upolszczenia Zabrza, którego nazwiskiem mianowano jedną z ulic, spoczął w jednej ziemi, ramię w ramię z Niemcami.

Najstarszym grobem jest ten pochodzący z 1913 roku, w którym pochowano Albine i Diktora Komronków. Jako ponad 100-letni okaz posiada niezaprzeczalną wartość zabytkową.

Za przykład skuwania wierzchniej warstwy może posłużyć szwedzki granit Marcela i Florentine – jeden z najbardziej okazałych. Niestety liternictwo jest ledwie czytelne. Fakt, że nagrobek nie został skradziony jest swego rodzaju ewenementem.

Lata 40-te, słychać huk wystrzałów, bombardowań. Przerażeni ludzie trwają w rzeczywistości nie pozwalającej na spokojny sen. Wytchnienie przyjdzie z końcem wojny (na to liczą), albo z ostatnim wydechem. Śmierć znalazła pewnego kolejarza zanim kresu dobiegły działania wojenne. W jaki sposób zginął nie wiemy, ale dzięki materiałom użytym do wykonania nagrobka możemy domyślić się, kim był za życia. W owym czasie nie było możliwości wykonania nagrobka; koledzy kolejarze wykorzystali zaimpregnowany podkład kolejowy.

Niemka bez twarzy

Nienawiść do wszystkiego do niemieckie nie oszczędziła nawet zmarłych. Miejsce pochówku pewnego małżeństwa poranione jest przez dwie owalne dziury – pozostałość po porcelanowych fotografiach. Męża nie odnaleziono, ale podobizna jego żony leżała w trawie przyjmując na siebie krople deszczu, zeschłe liście, poranną rosę. Jakby płakała raniona przez nienawiść i pogardę tego, kto wydrapał kobiecie na fotografii oczy. Pokłosie akcji odniemczania, czy zwykły wandalizm?

Zdjęcie: Facebook.com/StaryCmentarz

Królowa Luiza

Inżyner kopalni Królowa Luiza prowadził dostatnie życie u boku żony ciesząc się z przyjścia na świat czterech córek. Mieszkał w dość zamożnej dzielnicy, na ulicy Stalmacha, pospołu z innymi rodzinami, których ojcowie i mężowie stanowili wyższy dozór górniczy. Częściowo możemy się tego domyślić z okazałago pomnika, którego zdobienia wskazują na branżę, w jakiej pracował pan Latten. Więcej natomiast odryto w jednej z archiwalnych gazet, w której zamieszczono nekrolog po śmierci tego pana. Pan Latten także walczył w czasie wojny, przy czym mówimy o tej pierwszej; zmarł w 1926 roku.

Zdjęcie: Facebook.com/StaryCmentarz

Nagrobek jest mocno zdewastowany, oderwana żeliwna tablica (widoczna jeszcze na zdjęciach z 1996 roku) została skradziona. Można natomiast dostrzec delikatny relief i częściowe zdobienia w postaci zabudowań górniczych. W samym centrum usadowiono wizerunek górnika, z prawej zabudowania przemysłowe. Całość dopina wieniec laurowy.

97 – letnie dziecko

Chodząc po cmentarzu depcze się zmarłych, gdyż trudno dopatrzyć się granicy nagrobków. Stawiając kolejne kroki trzeba być bardzo uważnym. Wysoko rosnąca trawa skrywa nierówności i zapadliny. Po takim trudnym terenie, grzęznąc w rozmokłej ziemi, dochodzę do grobu Gerharda Erma, 16-letniego Niemca, któremu do dziś, 81 lat od chwili śmierci, ktoś przynosi kwiaty. W dniu Wszystkich Świętych palą się znicze. Rodzina, czy może obca osoba, która w grobie Gerharda nie widzi Niemca, faszysty, szwaba, tylko chłopca, który nie miał szansy na życie umierając w tak młodym wieku?

Szklana tabliczka z imieniem chłopaka przemawia do nas po niemiecku:

Gerhard Erm

1922-1938
Ukochany w Bogu syn i brat

Czas umierać…

1945 rok to niedobry czas na umieranie. Albertinie Herbst, zmarłej we wrześniu postawiono krzyż z kawałka drewna, mocując na nim metalową obejmę i drewnianą tabliczkę. Napisy są schludne, czcionki z pewnością pochodziły od kamieniarza.

Mnie najpiękniejsze wydaje się skromniutkie miejsce pochówku Josefa i Marty Jokisz. Zapadnięty w wysokiej trawie krzyż z napisem wykonanym niezgrabnie białą farbą na ręcznie wyciętym kawałku blachy bardzo mnie wzrusza. Nie wiem kim byli, czy mieli dzieci, w jaki sposób zmarli, czy byli dobrymi ludźmi, czym się zajmowali. Uśmiechali się czasem, czy wojna wyrwała im kawałek duszy i zabiła odruchy serca?

Na państwu Radka pochowanych razem  w sporym grobowcu spoczywają ciężkie płyty skrywające wiele tajemnic. Może kiedyś zostaną uniesione i opowiedzą nam więcej o nich samych?

Kim jest CZŁOWIEK?

Tych kilka godzin na stosunkowo niewielkiej powierzchni cmentarza zmusiło mnie do zastanowienia się nad tym kim jest człowiek. Człowiek, nie Polak, czy Niemiec.

Urodziłam się i wychowałam w Zagłębiu Dąbrowskim, czyli miejscu, w którym stosunek do Ślązaków jest dość nieprzychylny. Większą część życia jednak spędziłam wśród Ślązaków i prawdę mówiąc widzę różnice między mieszkańcami po obu stronach umownej „granicy” na Przemszy (rzeka). Myślę, że winne temu mogłyby być czasy zaborów (Przemsza oddzielała zabory pruski i rosyjski), ale prawdę mówiąc winni za taki stan rzeczy, pielęgnowanie wzajemnych urazów i niechęć, jesteśmy my wszyscy. My, którzy żyjąc dziś we względnie spokojnych czasach rozdrapujemy stare rany i krzywdzimy wzajemnie.

Czy wobec tego można mieć pretensje do Polaków, którzy tak nienawistnie niszczyli wszystko, co niemieckie po 1945 roku? Można próbować ich zrozumieć, co nie znaczy usprawiedliwić.

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2021 Żaneta Pawlik

Theme by Anders Norén