Indie,  podróże

Co Cię spotka w pierwszych dniach – Indie

Nasze pierwsze wrażenia z Indii? Mówią, że Indie szokują. Nie wierzyłam. Sądziłam, że to nawykli do luksusu, albo przyzwyczajeni do wygody turyści mają problem z odnalezieniem się w tym jakże innym świecie. Ja, backpackerka podróżująca niskobudżetowo z pewnością poczuję się jak ryba w wodzie. Tymczasem…


Na dzień dobry z lotniska w Delhi karabinier wyprowadza Waldika na zewnątrz. Magdi i ja stoimy w kolejce do zakupu karty sim (internet). Waldi przekrada się z powrotem do terminala i udaje strusia – z powodzeniem, karabinier go nie widzi. Czym się naraził opowiem kiedy indziej.

Dajemy odpór nagabującym nas taksówkarzom (ale umiarkowanie) i idziemy do metra. Dwa kroki, zakup karty na przejazdy, 6 minut dystansu i wysiadamy.

Internet jeszcze nie aktywowany

Polegamy na mapie offline próbując dotrzeć do hostelu (którego na tej mapie NIE MA, zawczasu jednak sprawdziłam na Google, że jest obok sieciówki OYO- coś się wymyśli). Wymyślamy tak z pół godziny chodząc wzdłuż wąskiej uliczki i nikt nie potrafi nam pomóc. Jedyny hotel wygląda porządnie, więc wiem, że to na pewno nie nasz. W końcu wchodzimy licząc, że nas pokierują. Okazuje się, że TO TEN! Idziemy na czwarte piętro – brak pokoi. Schodzimy na trzecie – sprzątają. Dopiero na drugim coś się znajduje. Patrzę na ściany, plamy przypominają rozgniecione robaki (karaluchy?).

Zimno. Wilgotno. Widok z okna na balkon sąsiedniego budynku. Dobrze trafiliśmy. Wniosek? Nie oceniaj hotelu po opiniach Azjatów na Bookingu (inny próg odporności), a już na pewno nie myśl, że jeśli recepcja jakoś się prezentuje, to pokój też. Dobre strony? Ciepła woda (a mogłoby nie być). EDIT: ciepłej wody już brak. Nie zdążyliśmy…. Włosy myjemy zimną (Waldi nie, on włosów nie posiada :)). Rano lekko zatkane nosy.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie pierwsze-1.png
Od lewej: typowy sposób wypieku chlebka naan, nasi modele, słupy elektryczne.

Chcemy kupić wodę do picia, usychamy

Szukamy marketu, czegoś w stylu naszej Żabki. Za cholerę. Podobno są, ale nie w tej dzielnicy. Musimy znaleźć mineralną z zafoliowanych kapslem. Mija ze 40 minut. Folii brak. Decydujemy się na taką jaka jest, gotujemy (mamy grzałkę i kubki) i pijemy herbatę. Zero surowej wody, nie chcemy łyknąć ameby (puszkowanych napojów też nie ma. W tej dzielnicy – mam nadzieję).

Głodek

Restauracji nie ma, bo przecież Indusi (z tej dzielnicy – Mahipalpur) do takich miejsc nie chadzają. Z wózka na ulicy trochę się boję. Brudne ręce, smarki, a potem zawijają coś w placki, albo zanurzają palce w garnki i pach! na niby-talerzyk z gazety. Mój żołądek się buntuje. Wreszcie coś na kształt garkuchni w garażu. Prosimy cokolwiek, byle vegetarian i najchętniej nudle (makaron). Dostajemy ryż z kurczakiem. Smaczny, ale parzy. Pan proponuje wodę z dzbanka. Dziękujemy, bo wiemy że w gratisie ameba (ich żołądki sobie radzą, europejskie nieszczególnie).

Biegnie za nami dziewczynka. 20 rupii daj i daj. I choć obiecałam sobie nie dawać pieniędzy za nic – serce ściska. Ale wiem, że w kieszeni mam świeżo wymienioną walutę = grube banknoty. Pierwsza dziewczynka, ale takich będą tu dziesiątki. Co robić? Zanim znajdę odpowiedź – znika.

Wałęsamy się krętymi uliczkami

Bez mężczyzny, bo ten pokonany jetlagiem w wilgotnej norze pod kołdrą. Zaczepiają nas młodzi chłopcy, średnia wieku 13 lat. Chcą, żeby im zrobić zdjęcia. Czasem pozujemy wspólnie, ale nie można przystawać co chwilę, więc jeden z tych, których stop-klatka nie złapała podbiega do Magdy, chwyta za rękę i całuje pospiesznie w dłoń. Odwracam głowę. Wydaje się zadowolony.

Krowy, psy, kupy, rynsztok. Depczemy podeszwami kilka okazów – szczęście gwarantowane. Trochę śmierdzi, ale bez przesady. Padam ze zmęczenia. Dzień się kończy. 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 2.png
Od lewej: przewoźne stoisko z warzywami, słup elektryczny, święta krowa (jedna z miliona).

Pierwsze wrażenia z Indii?

Godzinę po wyjściu z lotniska z przerażeniem stwierdziłam „ja pierd*! W co myśmy się wpakowali”. Po kilku kolejnych „jak mi się tu podoba!”.

🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀🙀

Szok zaliczony.

Budzi się fascynacja, jeszcze trochę nieporadnie, jak pierwszy pocałunek nastolatków, ale z nadzieją na gorącą miłość. Pierwsza podróż do Indii i pierwsze zetknięcie z tym krajem. Lądowaliśmy w Delhi, a ponieważ następnego dnia lecieliśmy do Rajastanu (a konkretnie do Udaipuru) postanowiliśmy zanocować w dzielnicy Mahipalpur, najbliżej lotniska jak tylko się dało. Jak wieść gminna niesie można tam wybierać spośród wspaniałej bazy noclegowej. Hm…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *