Spotkałam Mike Manginiego! ^^

Miałam okazję spotkać Mike Manginiego osobiście. Wszystko dzięki temu, że uczestniczyłam w „Zildjian Day 2014” w Katowicach. Na tym wydarzeniu mogliśmy posłuchać gry na perkusji nie tylko Mike Manginiego, ale i również Gavin’a Harrison’a, Radosława Owczarz czy Tomasza Łosowskiego.

Pamiętam, że przed samym wydarzeniem Tomasz Łosowski prowadził warsztaty perkusyjne – dając nam kilka cennych wskazówek. Podkreślił również fakt, że najważniejsza podczas gry na perkusji jest MUZYKA i co za tym idzie – nasza muzykalność. Wymienił ją na pierwszym miejscu. Dał również z siebie wszystko na podczas swojego koncertu.

Jeśli idzie o sam występ Gavin’a Harrison’a i Mike Manginiego. Cóż by tu rzec… Po prostu wyszli i zrobili swoje. Przyznam, że najbardziej w pamięci utknął mi występ Manginiego. Przy większości perkusistów, którzy mieli okazję zagrać na tym wydarzeniu – każdy z nas – słuchaczy – szukał jakiegoś punktu „odniesienia”. Pulsacji do której moglibyśmy sobie postukać nóżką. Sprawa nie była taka łatwa w przypadku Manginiego. Często zmieniał metrum tworząc różnego rodzaju połamańce rytmiczne. To było coś! Z tego co zauważyłam Mangini pod czas gry nie co utrudnił sobie zadanie w taki sposób, że prawą nogą obsługiwał lewy hi-hat a lewą nogą – prawy. Coś niesamowitego prawda? Mangini zagrał również utwór „The enemy inside” z repertuaru Dream Theater. A więc mieliśmy konkretną dawkę niesamowitych umiejętności pana Manginiego.




Muszę również wspomnieć Gavin’a Harrison’a. Perkusista ten jest nazywany „Królem Feelingu” i już wiem dlaczego 🙂 Nigdy nie przypuszczałam, że oszczędne granie, przy minimalnej ilości przejść może być tak fascynujące! Duże wrażenie zrobił na mnie także Radosław Owczarz. Chylę czoła przed wszystkimi perkusistami, którzy wystąpili na ów wydarzeniu. Byliście niesamowici. Dziękuje wam!

Przed samym koncertem Mike Mangini jak i Gavin Harrison rozdawali autografy w specjalnie przygotowanym ku temu miejscu. Mike Mangini wydaje się być bardzo serdeczną i pozytywną osobą. Typowy Amerykanin. Natomiast Gavin Harrison był miły, ale miał usposobienie bardziej chłodne. Bez urazy ;* Tak czy siak. Udało mi się spotkać moich idoli jak i dostać autograf chociaż stres był paraliżujący. Pamiątka na całe życie. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *