Obejrzałam „Leaving Neverland”

Dzisiejszy wpis na blogu chciałabym poświęcić Michaelowi Jaksonowi. Nie kwestionowanemu Królowi Popu o którym jakiś czas temu znowu zrobiło się głośno. Wszystko za sprawą kontrowersyjnego dokumentu „Leaving Neverland”. Dokument ten ukazuje nam nieznane oblicze Michaela Jacksona, ale czy by na pewno?

Zacznę od tego, że jestem bez stronniczym obserwatorem tej sprawy. Interesują mnie jedynie fakty i konkretne dowody na zarzuty, które zostały przedstawiane przeciwko Michaelowi Jaksonowi.

„Living Neverland” to czterogodzinny dokument w którym padają dosyć mocne słowa a zarazem oskarżenia, na niekorzyść Michaela Jacksona. Z filmu wynika, że Michael był… pedofilem. Nazywając rzeczy po imieniu. Tak przynajmniej twierdzą główni bohaterowie: Wade Robson (37 lat) i James Safechuck (41 lat). Robson miał być molestowany przez Michaela Jacksona między 7 a 14 rokiem życia natomiast Safechuck jako dziesięciolatek. Według nich do aktów seksualnych dochodziło w Neverland – posiadłości Jaksona. James Safechuck opowiada o tym, że za seks dostawał prezenty m.in. biżuterię. Mówi również o udawanym ślubie między nim a Jaksonem. Z kolei Robson twierdzi, że Jackson częstował go alkoholem i pokazywał filmy pornograficzne. Według nich Michael Jakson miał być świetnym manipulantem, który miał dążyć do konfliktu między nimi a ich rodzicami.

Z drugiej strony w dokumencie pojawia się wiele nieścisłości m.in.:
Robson opowiada o tym jak w trakcie trwania drugiego procesu miał wątpliwości co do tego czy pomóc Jaksonowi. Mówi o przyjacielsko-rodzinnym spotkaniu na ranczu w Neverland na którym według Robsona MJ bardzo źle wyglądał. Był wręcz w fatalnym stanie. Robsonowi zrobiło się go po prostu żal i stwierdził, że mimo wszystko musi mu pomóc. Co ciekawe. Kuzyn Jaksona, Taj Jackson, który również uczestniczył w ów kolacji stwierdził, że do takiego spotkania owszem doszło, ale miało ono miejsce już PO zeznaniach Wade. A więc mamy tutaj co prawda słowo przeciwko słowu, ale jeżeli Taj Jackson napisał prawdę, to wiarygodność Robsona zostaje tutaj dosyć mocno podważona. Kliknij tutaj aby zapoznać się z postem Taja Jaksona opublikowanym na Twiterze.

Z kolei James Safechuck w dokumencie mówi o tym, iż nie zeznawał na korzyść Michaela Jacksona na rozprawie w 2005 roku ze względu na to, że nie chciał już w tym wszystkim brać udziału. Zaczął sobie zdawać sprawę z tego, iż to co robił mu Michael było złe. Twierdził również, iż był usilnie namawiany do tego aby zeznawać na rozprawie jako świadek, między innymi przez samego Jaksona jak i jego asystentkę. Scott Ross detektyw, który wchodził w skład obronnego teamu Michaela Jacksona twierdzi, że Safechuck nie był w ogóle brany pod uwagę jako świadek w tej sprawie. Ta informacja bez wątpienia podważa autentyczność Safechuck”a.

Pozwolę sobie również przytoczyć bardzo ciekawy film, który opowiada pokrótce historię sądową Wade Robsona. Został on stworzony przez jednego z fanów:

Mamy również stronę na której zostały przedstawione różnice między dokumentem „Leaving Neverland” a zeznaniami z sądu. Kliknij tutaj jeśli chcesz zapoznać się z jej treścią.

Po stronie Michaela Jaksona nadal stoi murem Macaulay Culkin, który twierdzi, iż między nim a Jaksonem nigdy do niczego nie doszło a ich relacja była czysto przyjacielska.

Osobiście zastanawiam się nad tym czy to prawda czy też jedno wielkie kłamstwo. Z jednej strony główni bohaterowie dosyć przekonująco podając dokładne szczegóły opisują wszystkie historie, które według nich miały miejsce w posiadłości MJ. Z drugiej strony mamy do czynienia z nieścisłościami, które w ogólnym rozrachunku podważają całą historię i co za tym idzie wiarygodność głównych zainteresowanych.

Dokument na pewno należy do jednych z najbardziej kontrowersyjnych jaki powstał ostatnimi laty. Faktem również jest to, iż relacje Jaksona z innymi dziećmi były dosyć nietypowe, niemniej jednak MJ-owi w świetle prawa nigdy niczego nie udowodniono. Nie zapominajmy także, że w dokumencie została przedstawiona historia tylko jednej ze stron. Sam Michael Jakson niestety nie będzie miał już nigdy możliwości odpowiedzi na ów zarzuty.

W tym wszystkim jedno jest pewne. Nikt z nas nie wie jak było naprawdę. Nigdy się też tego nie dowiemy chyba, że kiedyś ktoś przestawi konkrety dowody na winę albo Jaksona albo udowodni, że dokument „Leaving Neverland” to jeden wielki bullshit.

Na koniec chciałabym poruszyć temat twórczości Jaksona a banu, który został nałożony na jego utwory w niektórych stacjach radiowych mi.in. w „Radiu Zet”. Nie do końca go rozumiem, bo jednak muzyka to jedno a życie prywatne artysty to zupełnie coś innego. Michael Jakson, to również marka.

Zachęcam Cię również do zapoznania się z moim poprzednim artykułem tym razem o Black Sabbath i ich pamiętnym koncercie, który miał miejsce w Polsce 2 lipca 2016 roku w Taurena Kraków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *